Czuję potrzebę, by zapisać ten blog…
Aby jeszcze raz się przedstawić. Przede wszystkim jestem mamą, która tak jak każda inna pragnie dla swojego dziecka tego, co najlepsze. Jeśli chodzi o pielęgnację, zdecydowanie stawiam na naturalne produkty. Dlaczego naturalne? Myślę, że na ten temat już dużo napisałam, a ptaszki za oknem już ćwierkają o zaletach składników pochodzenia naturalnego.
Z wykształcenia jestem wychowawczynią przedszkolną. Przez osiem lat pracy w przedszkolu z dziećmi o specjalnych potrzebach oraz w programie ogólnym nauczyłam się cierpliwości, miłości, akceptacji i wiary. Najbardziej dumna jestem z rozwiniętego poczucia empatii. Być może to była kluczowa zaleta, dzięki której stworzyłam produkty, które doprowadziły mnie do założenia firmy i rozpoczęcia mojej historii SkinFairytale, którą razem ze mną piszecie WY – zadowoleni użytkownicy.
Kiedy już jesteś w świecie biznesu, musisz się wzmocnić. Stać się silniejszym, bo, prawdę mówiąc, nie jest łatwo. Oczywiście każda droga w życiu ma swoje plusy i minusy. Sama jestem osobą, która częściej zatrzymuje się przy minusach. Rozmyślam o nich, waham się, szukam rozwiązań, zadaję sobie pytania, płaczę… Oczywiście podnoszę się dzięki pomocy przyjaciół, wsparciu i rodzinie. Moja Lučka to moja prawdziwa lampka w życiu. Mój partner to najsilniejszy filar, który wspiera mnie w każdej sytuacji. Bez nich SkinFairytale nigdy by nie powstało.
A teraz przejdę do sedna, dla którego właściwie piszę ten blog…
Nie jestem lekarzem, moja wiedza nie jest farmaceutyczna, nie jestem uzdrowicielką ani wykwalifikowaną terapeutką. Wszystkiego, czego się nauczyłam, nauczyło mnie życie, doświadczenia oraz zainteresowanie naturalnym podejściem i chęć pomocy ludziom, którzy borykają się z problemami skórnymi u siebie i swoich dzieci. Nigdy nie chcę, aby moje wpisy wyglądały jak krytyka doktryny w sensie, że uważam, iż nie mają pojęcia! Ja nie mam pojęcia ;), ale mam duszę: zabawną, życzliwą, ciekawą, pokorną, czasem upartą. Co bym dała za całą wiedzę, którą dysponuje medycyna! Wtedy mogłabym przenosić góry.
Czasem jest mi przykro, bo nie potrafię wyrażać się poprawnie lub fachowo, czego teraz się ode mnie oczekuje. Czasem po prostu nie potrafię obrać właściwego kierunku… zatrzymuję się. Zazwyczaj wtedy się łamię. Mimo że nie jestem mamą dzieci, które codziennie widzę na zdjęciach, które mi przesyłacie na FB lub maila, łamię się. Na wykładach, gdzie obecne są dzieci z poważnymi problemami skórnymi, takimi jak RSS (RedSkinSyndrom) czyli zespół czerwonej skóry, o którym piszę w jednym z blogów, w środku płaczę. Nie mogę sobie pozwolić na prawdziwe łzy, ani nie chcę ich wylewać przy biednej mamie, która widzi we mnie ratunek. Ani przy dziecku, które patrzy na mnie bystrymi oczami i słucha mimo ciągłego drapania skóry, bo w pomieszczeniu jest za gorąco i powietrze za suche, przez co podczas wykładu musi wychodzić, by się nie podrapać do krwi. Ale ból, który wtedy czuję, towarzyszy mi jeszcze przez godziny po opuszczeniu sali wykładowej.
To, co robię, to nie tylko przygotowywanie wykładów i sprzedaż produktów. To, co robię i co czuję, to znacznie więcej.
Kiedy zaczęłam tworzyć produkty terapeutyczne, nie myślałam o zarobku (choć bez tego nie da się żyć), ale chciałam naprawdę zaoferować coś, co ułatwi życie rodzinom. Oczywiście nie mogę pomóc wszystkim. Musiałam się z tym po prostu pogodzić. Chociaż zaczęłam przygotowywać inne maści/kremy i włożyłam w receptury pozytywną energię, czas, pieniądze (których poszło oczywiście bardzo dużo, zanim zdecydowałam się na obecne składniki w balsamach), nie mogę nimi uratować i pomóc wszystkim.
Wielu z was nazywa moje balsamy cudownymi kremami. Jestem wdzięczna, ale jednocześnie czuję presję i ogromną odpowiedzialność wobec kolejnego rodzica, który zwróci się do mnie o pomoc. Mam wrażenie, że wiele osób oczekuje ode mnie więcej, niż mogę zaoferować. Moje propozycje i porady opierają się wyłącznie na doświadczeniach zdobytych z użytkownikami, czytaniu zagranicznych artykułów, pomocy Google i Facebooka, grup zajmujących się tą tematyką itd. A ponieważ wiele porad okazało się pozytywnych, chętnie się nimi dzielę z nadzieją, że pomogą wszystkim. Nie wszystkie jednak są poparte badaniami i podobnymi dowodami.
U mnie najczęściej sprawdza się prawdziwa zdrowa „chłopska mądrość”, jak mówi moja babcia.
Wiem jednak, że w zalewie informacji trudno się odnaleźć, dlatego napisałam już sporo BLOGÓW, przygotowałam NAJCZĘSTSZE PYTANIA, wyłącznie według swoich przekonań i doświadczeń, które mogą się wam przydać. Codziennie otrzymuję wiele maili i telefonów z prośbami o porady, pytaniami o właściwą pielęgnację i produkty.
Głównymi uzdrowicielami jesteście wy, drodzy użytkownicy, rodzice… dlatego bardzo by mi zależało, abyście przeczytali te wpisy. Są napisane dla WAS. Dzięki temu nie tylko ułatwicie mi doradzanie, ale także sobie wyjaśnicie wiele spraw. Ile z przeczytanego wykorzystacie i zastosujecie, zależy tylko od was. To wy jesteście głównym wkładem w całą zmianę.
Wielu z was pisze do mnie, że wypróbowaliście już wszystko, wydaliście fortunę, a nic nie pomaga. Pytacie, czy mogę wam zagwarantować, że moje produkty pomogą. NIE, niestety tego ode mnie nigdy nie usłyszycie ani nie przeczytacie. Na wasze nieszczęście lub szczęście. Możecie znaleźć rozwiązania w moich produktach, możliwe, że nie będą wam odpowiadać. Wtedy będziecie dalej szukać. To wasza droga. Nie wybraliście jej, ale jest wam przeznaczona. Chciałabym, abyście szli nią łatwiej dzięki moim poradom i produktom. Uwierzcie w siebie, w swoją osobistą siłę i chęć!
… make your skin come true!
Katarinca
